Miody i produkty pszczele Pszczeli ogród edukacyjny Akcja Ratuj Pszczoły Baza Roślin Miododajnych Ja i moja pasieka Kontakt
O mnie Moja pasieka Pasieka Wędrowna Marcina Musiałczyka na Facebooku
Marcin Musiałczyk na spacerze z pszczołami

Pszczoły i ja - początek znajomości

Zainteresowanie pszczołami zrodziło się we mnie w wieku około trzynastu lat, gdy bardzo dużo czasu spędzałem poza granicami miasta, na wsi u swoich dziadków. Jako mały chłopiec nie byłem w stanie pomagać przy pracach sezonowych w gospodarstwie, więc sam wymyślałem sobie zajęcia. W starej stodole stały dwa próchniejące ule. Pewnego przedpołudnia postanowiłem je wynieść na ogród. To były pierwsze kroki ku pszczelarstwu. Najpierw w nieudolny sposób odświeżyłem je, dorobiłem daszki i beleczki. Ule postawiłem na dużych pustakach i czekałem z nadzieją, że jakiś obcy rój zechce się w nich osiedlić. Minęła wiosna, ale pszczoły się nie zjawiły. Z początkiem lata, po powrocie do domu, pewnego wieczoru odwiedzając swojego kolegę natchnęła mnie myśl, aby go poprosić o zapytanie swojego dziadka (wiekowego pszczelarza), czy nie dałby mi jednego ula. Kolega z miejsca poszedł do dziadka i w ten sposób dostałem pierwszą rodzinę.

stary ul drewniany

 

Tego samego wieczora postawiłem pierwszą rodzinę na swoim ogrodzie. Pierwsze kroki przy ulach były bardzo ostrożne, przepełnione lękiem. Podczas pierwszego przygotowania do przeglądu moich podopiecznych można powiedzieć, że zabezpieczyłem się od stóp po czubek głowy. Ubrałem się w kilka warstw ubrań. Rękawice i buty obkleiłem dodatkowo taśmą, aby szczelnie przylegały do ubrania. Mimo takich zabezpieczeń, pszczoły sforsowały moją linię obronną i dostały się pod kapelusz. Podczas napływu adrenaliny w bardzo szybkim tempie wybiegłem z ogrodu i błyskawicznie się rozebrałem. Przez parę godzin nie miałem odwagi podejść drugi raz. Po południu zebrałem w sobie siły i poszedłem zamknąć ul. Zniechęcony przeglądaniem rodziny zostałem obserwatorem pszczół, przyglądałem się jak pracują, noszą nektar, wodę i pyłek do gniazda.

Po około miesiącu pszczoły wyraźnie zmniejszyły intensywność lotów. Naszła mnie myśl, że pewnie mają już dużo miodu i nie muszą pracować. Udałem się więc do wuja, praktyka-pszczelarza. Napomknąłem mu, że trzeba u mnie odwirować miód. Na następny dzień przyjechał o ósmej rano i zabrał się za pracę. Przeglądając ramkę za ramką dostałem „ochrzan”, że pszczoły są zaniedbane i w zasadzie nie ma miodu do wirowania, jest mało pszczół, brakuje matki i w tym roku już z nich nic nie będzie…

ramka z mojego ula

 

Wziąłem sobie te wszystkie uwagi do serca, pomyślałem, że skoro wujek bez problemu zagląda do ula, to czemu ja bym nie mógł. Na następny dzień sam przejrzałem całe gniazdo, spokojne pszczoły nawet nie próbowały żądlić. Dopiero wówczas poczułem w sobie prawdziwą fascynację pszczelarstwem. W taki sposób zrodziła się moja pasja. Mimo, że spełniły się słowa wujka, że ta rodzina niedługo zginie, to nie poddałem się.

Dałem sobie rok czasu na przygotowania teoretyczne, zacząłem czytać bardzo dużo książek i artykułów o prowadzeniu pasieki. Na jesień dostałem drugą rodzinę, która zasiedliła pusty ul u znajomych na ogrodzie. Mając wiedzę teoretyczną przygotowałem bardzo silną rodzinę na zimę. Z nastaniem wiosny rozpocząłem stopniowo powiększać swoją pasiekę, ucząc się dość szybko z obserwacji i wykorzystując wiedzę zdobywaną z publikacji naukowych. Zacząłem pozyskiwać coraz więcej przepysznego miodu.


 

Ku zdrowiu człowieka, niech pszczoły żyją wśród nas.

Marcin Musiałczyk


Pasieka Wędrowna Marcina Musiałczyka
Lipska 7/9, 51-003 Wrocław
Wojciechowice 82, 57-300 Kłodzko
marcin.musialczyk@gmail.com
tel.: 793-387-965